Dyrektor Pirelli: Zwykłe opony w Formule 1?
- Gdzie dojechałby bolid na zwykłych oponach, których używamy na co dzień? Niezbyt daleko, może do połowy okrążenia - mówi Paul Hembery, dyrektor sportowy Pirelli, która dostarcza opony do Formuły 1.
Włoska firma Pirelli zastąpiła japońską Bridgestone i - zgodnie z wytycznymi szefów Formuły 1 - produkuje opony, które niszczą się szybciej i wymagają od zespołów przygotowywania na wyścigi, a nawet na cały weekend, specjalnej taktyki. To spora zmiana w porównaniu z poprzednim sezonem.
Łukasz Cegliński: Dlaczego o oponach mówi się, że to czarne złoto Formuły 1?
Paul Hembery: Bo tak jest! Opona produkowana na potrzeby wyścigów to efekt skomplikowanego procesu technologicznego. Musi wytrzymać ekstremalne warunki na torze - przeciążenia w zakrętach, podczas przyspieszania i hamowania. Jeśli ich nie przetrwa, jeśli nie będzie funkcjonowała tak, jak powinna, to bez znaczenia będzie to, jaki masz silnik, jak dobrą aerodynamikę bolidu. Bez dobrych opon w wyścigu nic nie zrobisz.
To dlatego w świecie niesamowitych samochodów mówi się głównie o nich?
- Nawet w codziennym korzystaniu z samochodu to od opon często zależy czy jedziesz drogą, czy znajdujesz się poza nią. A w F1 opony są teraz gorącym tematem, bo właśnie doszło do poważnej zmiany - my, jako Pirelli, jesteśmy nowym dostawcą. F1 potrzebowała zmiany, chciała, żeby zarządzanie oponami stało się elementem wyścigowej taktyki. Wchodząc do F1 Pirelli chciało spełnić oczekiwania tych, którzy wyścigami kierują i dlatego funkcjonujemy teraz trochę na zasadzie wewnętrznej rywalizacji - produkujemy opony, które bardzo różnią się między sobą, żeby ich odpowiednie używanie wymagało od zespołów wysiłku. |
Ale jest też trochę tak, że o oponach kierowcy wszystkich serii mówią głównie wtedy, kiedy nie wygrywają. Jeśli wszystko idzie po ich myśli, to o oponach nie wspominają, ich dobre działanie traktują jako coś naturalnego.
Wyobraźmy sobie, że do samochodu F1 zakładamy komplet opon, z których korzystamy jeżdżąc na co dzień po ulicach. Co się wtedy stanie?
- No, za długo nie wytrzymają. Trudno w ogóle sobie to wyobrazić, bo te opony są zupełnie innej konstrukcji, które muszą wytrzymać dystans 40-50 tys. kilometrów przy minimalnych obciążeniach w porównaniu z Formułą 1. Wyścigowe ogumienie niszczy się błyskawicznie, ale powodem nie jest jego nietrwałość, tylko właśnie te obciążenia, o których mówiłem wcześniej. Jeżdżąc po drogach, na których obowiązuje ograniczenie prędkości, trudno spodziewać się takiej degradacji. Zresztą, o czym my tu mówimy, przecież nie da się porównać zwykłego samochodu z bolidem Formuły 1. To po prostu inna bajka.
No, ale wyobraźmy sobie, że jednak zakładamy te zwykłe opony do bolidu. Gdzie on dojedzie?
- Niezbyt daleko, może do połowy okrążenia.
I co - opona się rozpadnie czy bolid znajdzie się poza torem?
- Opona będzie zniszczona. Zedrze się przy pierwszym hamowaniu, którego siła działa na ogumienie w ogromnym stopniu.
Kierowcy często używają stwierdzenia "dbać o opony". Co to oznacza?
- Jechać łagodnie, hamować z wyczuciem tak, żeby nie blokować kół, ostrożnie przyspieszać przy wyjściu z zakrętów. Chodzi o to, żeby nie jechać zbyt agresywnie, ale z drugiej strony tak wykorzystywać swoje umiejętności, żeby być jak najbliżej wykorzystania możliwości samochodu.
Dobra opona, to opona przyczepna. Od czego zależy poziom przyczepności?
- Od bardzo wielu różnych elementów - konstrukcji opony, materiałów, jakie są wykorzystywane, procesów chemicznych, które w odpowiedniej temperaturze działają na oponę tak, że po pierwsze ona w pewien sposób przykleja się do podłoża, a po drugie zmienia nieco swój kształt, przez co powiększa się powierzchnia styczna z podłożem. Dobrą przyczepność zapewnia współgranie tych elementów.
Od czego zależy to, że bolidy w różny sposób działają na opony?
- Na przykład od ciśnienia w oponach, bo każdy zespół stosuje własne parametry, a także od konstrukcji aerodynamicznej samochodu, która wpływa na rozłożenie nacisku od przedniego, aż po tylne skrzydło bolidu. Samochody w pewnym sensie są podobne, ale różnią się szczegółami, które mogą mieć duży wpływ na opony. Dla ogumienia bardzo ważny jest także poziom paliwa w baku - na starcie wyścigu, kiedy bolidy są pełne, oddziaływanie na opony jest zupełnie inne niż na finiszu lub w kwalifikacjach. Do tego dochodzą także preferencje kierowców.
Co dzieje się z oponami zużytymi podczas Grand Prix?
- Wysyłamy je do naszych centrów Anglii, gdzie są rozpuszczane i mieszane z cementem lub asfaltem i wykorzystywane później w budownictwie. Możliwe, że jadąc samochodem jakąś drogą, przejeżdżasz właśnie po szczątkach opony, na której Sebastian Vettel wygrał wyścig. Można powiedzieć, że te opony mają swoje drugie życie.
źródło: sport.pl
